Jeśli zaleczę choć jedno serce, nie będę żył na próżno... Jeśli choć jednej pomogę rozterce, jednej ranie ulgą posłużę, jeśli jednego małego ptaka z powrotem do gniazda włożę, nie będę żył na próżno... Emily Dickinson

Clock by Widgia.com
poniedziałek, 14 maja 2012
niedziela, 15 kwietnia 2012

Hmmm, a może by tak zacząć prowadzić coś w rodzaju videobloga...

 

sobota, 07 kwietnia 2012

Wersja z poprawionym głosem. :)

 

czwartek, 05 kwietnia 2012

Muzyka w połowie własna; remix, czyli pocięte, poprzestawiane, pododawane dźwięki i melodyjki, jak choćby orientalne skrzypce na samym początku, wydłużenie i takie tam. Wiersz Bolesława Leśmiana, wykonanie własne. Poszedłem o krok dalej, bo tym razem i wizualizacja własna (skromna dość, ale to dopiero pierwsze kroki pod tym względem), a ponieważ obrazek i muzykę tworzyłem w programie w wersji demo, to niedociągnięcia niestety są.

Pod względem blogowania nadal urlopuję. Nie mam pojęcia, czy jeszcze kiedyś wrócę do regularniejszego pisania, czy już pozostanie tak, jak jest teraz. Przyczyną nie jest utrata wzroku w jednym oku. Po prostu jesienią zmieniałem dostawcę Internetu z Netii na kablówkę, przy okazji zakładając TV i od tej pory przed komputerem spędzam co najmniej o połowę czasu mniej. Większość czasu pochłania radiowanie i tworzenie audycji tematycznych. I już nie u Grzeszników... ;/


Wesołych świąt! :)

 

niedziela, 05 lutego 2012

Nadal nie lubię przechodzenia z radia do radia, lecz jeszcze bardziej wolałbym nie być identyfikowanym z miejscem i osobami, ktore świadomie dopuszczają się manipulacji i krzywdzenia innych. Nie muszę zostać skopany przez kiboli, aby być zagorzałym przeciwnikiem przemocy. Na początku wszędzie wydaje się być dobrze i przyjaźnie. O różnych nieciekawych sytuacjach człowiek zaczyna się dowiadywać z czasem, kiedy zaczyna się zbliżać do pozostałych członków ekipy. Nie zbliżać się do zespołu jest rzeczą niemożliwą, kiedy ów zespół wytycza i dąży wspólnie do pewnych celów. Nie zbliżać się do innych osób jest rzeczą niemożliwą, bo żaden człowiek nie jest samotną wyspą. Powstrzymam się też od opinii dotyczącej nowego miejsca i nowej załogi, bo - obecnie - musiałbym pisać oczywiście w samych superlatywach (z bardzo nielicznymi, ale i nie mającymi większego znaczenia,wyjątkami). Może pokuszę się o to za parę miesięcy, jeśli  ocena ta nadal pozostanie co najmniej tak dobra, jak teraz.

 A oto drugie miejsce w rozegranej wczoraj lokalnej Bitwie na głosy. Piosenkę już kiedyś tutaj prezentowałem, ponieważ jest to staroć nagrany jakieś 8 lat temu, z czasów kompletnie przedradiowych. Bo taka zabawa, podobnie jak i radiowanie, pochłania mnóstwo czasu, przez co dla radiowania staje się alternatywą. Poza tym sprzęt też już nie ten i parę innych drobiazgów.

19:59, ksanthos , Radio
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012

W piątek oprócz stałych: mierzenia ciśnienia i zaglądania wgłąb oczu miałem tylko jedno dodatkowe badanie. Skądinąd bardzo przyjemne, ponieważ faza wstępna polegała na dwugodzinnym czytaniu, bez przerwy. Namawiać specjalnie mnie do tej czynności nie trzeba. Okazuje się bowiem, że czytanie też może wzmagać narastanie ciśnienia wewnątrzgałkowego (akomodacja oczu). 

W oku niewidzącym doliczono się 30 kresek przed i aż 45 mmHg po lekturze. Nie ma znaczenia, że oko nie widzi, bo człowiek nie kameleon i nie posiada zdolności niezależnego posługiwania się obojgiem oczu. Oba pracują tak samo. W oku widzącym po 10 dniach bez leków ciśnienie tylko nieznacznie wzrosło do 22 kresek przed lekturą i co pozytywnie zaskakujące - po lekturze spadło do 18.

Następna wizyta za miesiąc, z kontynuowaniem niezakraplania oka widzącego i nakazem mierzenia ciśnienia co dwa tygodnie w obu w miejscowej przychodni. I tu zaczyna się tytułowy cyrk. Dotyczy on wszystkich zresztą pomniejszych przychodni, czyli brak na początku roku podpisanych umów z NFZ. Każda wizyta w tym czasie jest odpłatna. Zastanawiam się tylko, czy przy ostrym ataku jaskry też musiałbym płacić za obowiązek przyjęcia mnie. Ja się na tym nie znam, ale czy nie istnieje żadna metoda, aby tę niedogodność zmienić?

wtorek, 17 stycznia 2012

Mój analityczny umysł potrzebuje danych, aby móc coś zrozumieć. Kiedy przychodzi rozumienie, o wiele łatwiej jest z danym problemem się uporać. Można dojść do wniosku, że życie jest zbyt krótkie, by tracić czas na rozpacz i mimo poważnego uszczerbku na zdrowiu, starać się żyć normalnie. Jednak poradzenie sobie z emocjami z nim związanymi wcale już takie łatwe nie jest. Zwłaszcza, gdy tkwi się w niewiedzy, dlaczego do tego doszło. Przecież lekarz uspokajał, że z jaskrą można żyć dziesiątki lat bez obawy uszkodzenia wzroku, że badania zawsze jeszcze zdążymy zrobić, że wszystko jest opanowane i w porządku.

Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić leczenia bez zaufania do lekarza. Jednakże to zaufanie, powodowane niemożnością porozumienia, powoli gasło. Może ja i jestem laikiem, ale doskonale skądinąd wiem, że jakikolwiek ból, a zwłaszcza tak silny, jakiego doznawałem + parę innych objawów, raczej nie oznacza, że wszystko jest pod kontrolą i opanowane. Żal do siebie mogę mieć jedynie o to, że to zaufanie gasło tak powoli. Do doktora K. mam w tej chwili żal i ogromny uraz. Pomimo, iż na co dzień jestem spokojnym człowiekiem, bez cienia agresji wobec bliźniego swego, to w tym wypadku mam ochotę nim potrząsnąć, a następnie bez skrupułów udusić. Wizyty miewałem zawsze rano stosunkowo krótko po zakropleniu oczu lekami, wobec czego nie dziwię się, że w tym czasie ciśnienie mieściło się w granicach normy. Ale późniejszego w ciągu dnia bólu nie powodowały emocje, jak mi insynuowano, lecz wzrost ciśnienia wewnątrzgałkowego. Dlaczego dr K. nie słuchał, co pacjent (wielokrotnie) mu oznajmia? Oprócz bólu pojawiało się falami zamglenie widzenia, które następnie ustępowało. Według dra K. to nie mogły być objawy związane z jaskrą, bo jaskra uszkadza wzrok nieodwracalnie, wobec czego zamglenie widzenia nie miało prawa ustępować. W poprzedniej notce na podstawie informacji wyszperanej w sieci udowadniałem, że p. dr K. się mylił. Omylność tę następnie potwierdzili specjaliści z poradni jaskrowej. 

Coraz bardziej zniechęcony metodami leczenia dra K. udałem się w końcu na konsultację do innego okulisty, dr R.-B. Tamże „okazało się“, że ciśnienie nadal jest wysokie, 40 mmHg. Nie podskoczyłem na tę wieść z radości. Przez wiele tygodni utrzymywało się w granicach 19-23 kresek, a tu nagle znowu 40?! Następnie pani doktor stwierdziła, że nie zna historii mego leczenia, wobec czego osobiście nie może go kontynuować. Wypisała jednak przekaz do poradni jaskrowej (ciekawe, że ani słowem nie napomknęła, że tam również nikt nie będzie znać historii mej chroby i jej leczenia), dodając że ciężko się tam dostać, no ale warto próbować. A pewnie, że warto! Próbowałem dwa tygodnie, bo dopiero po takim okresie udało mi się w końcu dodzwonić i zapisać na wizytę, która możliwa była dopiero za ponad 4 miesiące. Pomyślełem sobie, że przy tak wysokim ciśnieniu pomoc jest potrzebna natychmiastowo, a nie po kilku miesiącach. Dostałem numer telefonu do lekarza i zrelacjonowałem mu pokrótce dotychczasowe leczenie. Dostałem bardzo zastanawiające zadanie do wykonania. Otóż mam się udać do pani dr, która wypisała mi przekaz i na prośbę lekarza z poradni jaskrowej przekazać jej, aby doń przedzwoniła, osobiście potwierdzając, że ciśnienie w oku mym jest rzeczywiście tak wysokie, jak zaznaczyła to na przekazie. Nie podejrzewając jeszcze niczego złego naiwnie próbowałem spełnić tę niecodzienną prośbę. Nie będę relacjonować przebiegu rozmowy z panią R.-B., nie była zbyt ciekawa. Przyczyn, dla których nie zadzwoni do poradni pani doktor wymyśliła bardzo wiele, na koniec próbując winę za własne machlojki przerzucić na mnie, twierdząc, iż żałuje, że mnie przyjęła!

Niestety, nie jest to pierwsza taka sytuacja z p. dr R.-B. Już kiedyś, jak to ma zwyczaj nazywać próbując mi pomóc, sfałszowała wyniki badań. Szczerze jestem wdzięczny za ten przekaz, ale... Przecież człowiek to nie tylko soma, ale i psyche; czy taki lekarz nie zastanawia się, co pacjent przeżywa po usłyszeniu tak niezadowalających wyników? Poza tym - ponownie - co z zaufaniem do lekarza? Jak ufać, skoro się okazuje, że pacjentowi przekazywane są nieprawdziwe wyniki badań? Co z etyką lekarską? I - w końcu - czy prośba lekarza z poradni jaskrowej każe domniemywać, że taka nieuczciwość jest wśród medyków sprawą powszechnie stosowaną?

...

Odpuściłem sobie ewentualny ciąg dalszy. Wzrok już wtedy był utracony, ból ustał, więc stwierdziłem, że zaczekam te cztery miesiące. Po takich przeżyciach, jak powyższe, nie wiedziałem czego mogę się spodziewać w klinice, nadzieję jednak utrzymywałem. Badania trwały 6 godzin. Mój siostrzeniec (w roli przewodnika) był zachwycony ich przebiegiem, ja pomimo zmęczenia pozytywnie zszokowany. Zróbmy sobie porównanie. 

1. Doktor K. po zdiagnozowaniu jaskry, gdy ciśnienie wynosiło 48mmHg nie podał mi gliceryny na natychmiastowe zbicie ciśnienia. W klinice wynosiło ono „zaledwie“ 27 kresek i pomimo iż oko (wzrok) jest nie do odratowania - glicerynę do wypicia podano mi natychmiast. (Po jakichś dwu godzinach było już tylko 20 kresek.)
2. Doktor K. wmawiał mi, iż ból musi powodować coś innego (najprawdopodobniej emocje), skoro ciśnienie jest w normie, a pojawiające się i zanikające falami problemy z widzeniem to nie objawy jaskry. W klinice potwierdzono, że to są klasyczne objawy jaskry, ciśnienie może wzrosnąć nagle w ciągu nawet kilkudzisięciu minut, a oko boli dopóki jakikolwiek procent widzenia jest zachowany. Gdy nerw wzrokowy jest zniszczony, nie ma co boleć, nawet przy bardzo wysokiej wartości ciśnienia.
3. Doktor K. przez 10 miesięcy niezmiennie twierdził, że dodatkowe badania zawsze jeszcze zdążymy zrobić, bo osobiście wolałby ciśnienie zbić jeszcze o parę kresek przed nimi (przy badaniu pola widzenia ciśnienie w oku nie ma znaczenia!). W klinice przy ciśnieniu nieco wyższym niż w ostatnich paru miesiącach nikt nawet się nie zastanawiał, czy w ogóle warto robić cokolwiek więcej niz zbadanie samego ciśnienia. Różnych badań miałem zrobionych około siedmiu, w tym nowoczesną tomografię siatkówki oka.


I teraz uwaga! GDYBY dr K. OD RAZU, NA SAMYM POCZĄTKU ZLECIŁ WYKONANIE ODPOWIEDNICH BADAŃ - OPERACJA DAŁABY SZANSĘ NA URATOWANIE WZROKU!!


Jaskrę spowodowała moja pierwotna wada wzroku. Zmiany degeneracyjne spowodowały podwinięcie się soczewki, co z kolei zablokowało odpływ cieczy wewnątrzgałkowej. Metoda dra K. wobec tego tylko leczyła objawy, a nie przyczynę ich wystąpienia. Gdyby wtedy od razu zajrzano mi wgłąb oka, operacja usunięcia soczewki i wstawienia sztucznej mogła mi uratować wzrok w lewym oku.

Zagrożenie wystąpienia tego samego w oku prawym istnieje. Jednak w oku prawym objawy jaskry od początku były nieznaczne, wobec czego odstawiliśmy na tydzień leki całkiem, aby sprawdzić czy ciśnienie w nim w ogóle narasta. Rozstrzygną to badania piątkowe. Oko to bez leków mnie nie boli, więc możliwe, że nie potrzebuje jeszcze leczenia.

Oprócz metod leczenia stosowanych przez dra K., które są co najmniej zastanawiające, cała reszta związana z wystąpieniem u mnie jaskry, jej rozwojem oraz wszelkimi przeżyciami z nią związanymi, jest już dla mnie całkowicie zrozumiała. Mam nadzieję, że wobec tego teraz już łatwiej będzie mi opanować ostatecznie emocje związane z utratą wzroku.

czwartek, 06 października 2011

Szeroki kąt przesączania

Około 80% chorych ma tzw. szeroki kąt przesączania. W tej postaci jaskry ciecz wodnista z trudnością wydostaje się na zewnątrz przez zmienione chorobowo elementy kąta przesączania. Ciśnienie w oku podnosi się stopniowo, ale powoli - często latami. Ta postać jaskry jest bezbolesna i nie daje żadnych objawów - aż do momentu prawie całkowitego zniszczenia nerwu wzrokowego.

Zamykający się kąt przesączania

W przypadku wąskiego, zamykającego się kąta przesączania (około 20% chorych), droga odpływu cieczy wodnistej na zewnątrz może być zablokowana nagle, zwykle przez tęczówkę, wskutek rozszerzenia się źrenicy¹. Ciśnienie w oku gwałtownie wzrasta, chory odczuwa silne bóle głowy i oka, któremu towarzyszą zamglenia widzenia. (…)

W jaskrze z kątem zamykającym się - ostrość wzroku jest chwilowo gorsza - gdy ciśnienie w oku podwyższa się, natomiast gdy ciśnienie spada - ostrość wzroku poprawia się. Pole widzenia jest początkowo prawidłowe - w stadium zaawansowanym pojawiają się ubytki, by w konsekwencji doprowadzić do rozległego zniszczenia pola widzenia.²

(http://lexummedica.pl)

Jestem rozgoryczony i rozżalony…

Przez parę miesięcy dokładnie tak opisywałem lekarzowi objawy mojej choroby. Pojawiające się falami, CHWILOWE, zamglenia widzenia z najczęściej towarzyszącym napadem silnego bólu. Występujące pomimo tego, iż ciśnienie podobno było uregulowane na tyle, by nie zagrażać utratą wzroku. Nie mam pojęcia, czy ciśnienie może nagle wzrosnąć w ciągu kilku zaledwie chwil do bardzo wysokich wartości i po kilku godzinach równie nagle opaść do wartości bezpiecznych. Bo jeśli pomiary były prawidłowe, to jest to jedyna hipoteza, która nasuwa mi się dla wyjaśnienia zaistniałego faktu.

Wizyty miałem zawsze przed południem, w godzinę czy dwie po podaniu leków. Pewnie dlatego nigdy się nie zdarzyło, abym w gabinecie miał zamglone widzenie. Jedyną reakcją było zbadanie wzroku – całkiem długo się utrzymywał na poziomie 20% - i niezmiennie powtarzana zasada wyjaśniająca te fale zaburzeń widzenia i napadów bólu: - Jaskra trwale uszkadza nerw wzrokowy i jest to proces nieodwracalny, więc takie zaburzenia NIE MOGĄ wynikać z powodu jaskry. Może to emocje…

Aż się dziwię, że emocje które mi towarzyszą od jakichś dwóch tygodni nie spowodowały jeszcze u mnie zawału czy innego wylewu. A oko jak w ostatnim czasie nie bolało, tak nie boli nadal… Zatem to emocje spowodowały utratę wzroku?

I tyle na ten temat.

Dziś jestem po kolejnym dniu zmagań ze służbą zdrowia, zakończonych jedną kompletną klęską (nie chce mi się ani o tym myśleć już, ani opisywać – wybaczcie – może innym razem) oraz jednym sukcesem, na którym staram się skupić swoje emocje. Po dwóch tygodniach bezowocnego wydzwaniania do Kliniki, wreszcie dzisiaj udało mi się zapisać wizytę! :) Może zatem 2012 rok zacznie się dla mnie łaskawiej…

Kiedyś wspominałem, że efekty robionych zdjęć widzę dopiero w komputerze. Poniższe byłoby całkiem udane, gdybym nie przyciął bernikli czuprynki... 


¹ Bardzo nietypowy w moim przypadku objaw – źrenica nigdy nie była rozszerzona, nawet przy najwyższym ciśnieniu, jakie u mnie wystąpiło.

² Podkreślenia moje.

poniedziałek, 26 września 2011


Nigdy nie wątpiłem w swój geniusz. Bo czyż nie są potrzebne wyjątkowe  umiejętności, aby podczas golenia zaciąć się w wargę? Nie gdzieś tuż nad, lecz idealnie w samym środku. Następnego zaś dnia planowana była randka. Super!...

Podczas ostatniego pobytu pod gruszą siostra coś mi chciała pokazać, podając przedmiot do ręki. Wyciągam dłoń i nie mogę trafić, aby chwycić. Chwilkę to trwało. Zniecierpliwiona siostrzyca nakrzyczała na mnie. Miłe to nie było, ale nie chciało mi się tłumaczyć przyczyn mojej nieporadności ruchowej.

Widzimy mózgiem. Kiedy w stosunkowo krótkim czasie silnie siada widzenie w jednym oku, mózg musi się przyzwyczaić do tego stanu, a zanim to nastąpi potrafi wyczyniać niezłe cuda. Najbardziej przeraziłem się w początkowym okresie tracenia wzroku w lewym oku. Idę chodnikiem, po prawej stronie mam trawnik i ogólną zieleń, po lewej szosę. Dochodzę do przejścia dla pieszych, skręcam w lewo i nagle pomiędzy chodnikiem a szosą widzę zieleń… Irracjonalne odczucie i kompletne zgłupienie, nie wiedziałem co zrobić ani jak postawić stopę, żeby przejść.

 

Dotychczasowy okulista twierdzi, że mam zachowane 20% widzenia w lewym oku. Według mnie, jeśli jest to 5%, to i tak dużo. W jasny dzień z trudem odróżniam bardzo silne kontrasty typu czerń i biel, lecz już np. brunatnego na pomarańczowym tle nie wychwycę; oraz ruch tuż przed nosem.

Kiedy ciśnienie wewnątrzgałkowe jest unormowane, oko nie ma prawa boleć. Skąd zatem okresowe bóle równie silne jak przy ostrym ataku jaskry? Dotychczasowy pan okulista rezolutnie a spontanicznie rzucił: - Nie wiem! Następnie zaczął gdybać: może to, może tamto, a może emocje. Świetnie, tylko jak na mój chłopski rozum, jeśli wkurzę się dzisiaj, to powinno zaboleć dzisiaj, najpóźniej jutro, a nie za tydzień…

Zatem dotychczasowy okulista został przeze mnie beznamiętnie porzucony. U poprzedniej pani doktor nie byłem jakieś 7-8 lat, a tu miła niespodzianka – zostałem zapamiętany i rozpoznany. :) Na moje utyskiwania dotyczące bólu występującego „bez powodu” a nasilającego się w pozycji leżącej natychmiast zostałem skierowany do laryngologa. Zdaje się, że ten specjalista emocjami się jednak nie zajmuje, aż dziwne… (Chodzi o zatoki.) Dostałem też skierowanie do Poradni Jaskrowej w Poznaniu, gdzie dostać się trudno, ale trzeba popróbować.

 

Lewe oko spisałem na straty… Ponieważ głównie wzrokowo operuję okiem prawym, to z lewym przede wszystkim chodzi mi o wyeliminowanie przyczyn okresowego bólu. W tej chwili jest spokój, ale na jak długo? Z drugiej strony zapewne warto też powalczyć o te marne resztki widzenia, mogą się jeszcze kiedyś przydać. 

To też nie jest tak, że nie przeżywam tej sytuacji wcale. Martwi mnie ona. Jednak z drugiej strony niezmiennie uważam, że nie można się zamartwiać bez końca. Życie toczy się dalej. Trzeba się zatroszczyć o te oczęta, ale i żyć też trzeba.

 

Papugi to mądre ptaszki. Ale nawet Hebe, inwalidka z utraconą umiejętnością lotu ciągle zapomina, aby się doń nie podrywać, bo grozi to nieprzyjemnym, często bolesnym klapnięciem na podłogę. Mógłbym zamknąć chore oko, żeby uniknąć sytuacji, o jakich wspomniałem na początku notki. Tylko że ciągle przychodzi mi to do głowy po niewczasie. Nie jestem pewien, czy można w ogóle zatracić ufność w przystosowawczą funkcjonalność swego organizmu. Pewnie jeszcze nieraz zdarzy mi się dziwna sytuacja, mimo iż występują one coraz rzadziej. Podchodzę do nich już z poczuciem humoru. Nawet, kiedy rozcięta warga powoduje dyskomfort podczas uśmiechu. ;)


 

niedziela, 25 września 2011

Lato umknęło. Czas plażowania również dobiega końca. Ale ładnego brązu nabrały nasze ciała, prawda?

Link na drugim zdjęciu jest odnośnikiem do informacji o prezentowanych zwierzach. Same zdjęcia są moją własnością. 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48